Psychiatra Psycholog Seksuolog
Psychoterapia Wola telefon

504 833 317

  1. pl
  2. en

BLOG O PSYCHOTERAPII I PSYCHIATRII

 

 

JAK GŁOS RODZICA STAJE SIĘ WEWNĘTRZNYM GŁOSEM DZIECKA

 

11/11/2017

Polecamy artykuł Anny Czarneckiej o tym jak "wewnętrzny" rodzic może być kluczowym elementem relacji z samym sobą. Postawa rodziców wobec dzieci towarzyszy im przez całe życie będąc odzwierciedlana w wewnętrznej narracji. Stąd się biorą osobiste bezlitosne standardy i okrutna krytyka wobec samego siebie.

http://dziecisawazne.pl/glos-rodzica-staje-sie-wewnetrznym-glosem-dziecka/

 

 

NA CZYM POLEGA PSYCHOTERAPIA POZNAWCZO - BEHAWIORALNA

 

26/09/2017

Poniżej link do informacji na temat terapii poznawczo-behawioralnej (ang. CBT – Cognitive Behaviour Therapy): na czym polega terapia CBT, jej efekty, skutki uboczne, przyczyny dla których się ją zaleca oraz terapie alternatywne.

www.rcpsych.ac.uk/healthadvice/translations/polish/terapiapoznawczo-behawioralna.aspx?theme=mobile

 

Terapia ta okazuje się skuteczna w leczeniu takich problemów, jak:

  • Nerwica

  • Depresja

  • Lęk napadowy

  • Agorafobia i inne fobie

  • Fobia społeczna

  • Bulimia

  • Zaburzenia obsesyjno-kompulsyjne (natręctwa nerwicowe)

  • Zespół stresu pourazowego

  • Schizofrenia

 

 

HIPOCHONDRIA – GDY LĘK O ZDROWIE ZATRUWA NAM ZDROWIE

 

12/06/2017

Fora internetowe poświęcone problemom zdrowia aż kipią od wpisów ludzi, którzy szukają diagnozy wyjaśniającej niespecyficzne objawy których doświadczają. Internauci dwoją się i troją by dać im otuchę, dobrą radę, pomysł na kolejne badanie, które już definitywnie rozwieje wątpliwości. Niestety, takie wsparcie działa paradoksalnie – tylko nasila rzeczywiste problemy. Chory medykalizuje swoje życie, odwiedza kolejnych specjalistów, wycofuje się z dotychczasowych aktywności – np. sportu, relacji towarzyskich, a w skrajnych formach z pracy zawodowej żywiąc przekonanie, że choruje na groźną, śmiertelną chorobę tylko jeszcze specjaliści nie ustalili co to za choroba.

 

W ostatnich latach do gabinetów zgłasza się coraz więcej osób przekonanych o tym, że objawy które obserwują to neuroborelioza. Popularne są też: stwardnienie rozsiane (SM), choroby nowotworowe, AIDS. Jednak pamiętać należy, że kreatywność hipochondryczna jest praktycznie nieograniczona. Zanim trafią do gabinetu psychoterapeuty czy psychiatry odwiedzają szereg innych specjalistów, bioenergoterapeutów, zielarzy, szamanów. Poddają się licznym badaniom diagnostycznym – pełna analiza krwi, rezonans magnetyczny i inne paramedyczne metody diagnostyczne.  Wystarczy wpisać w przeglądarkę hasło „borelioza” by wyskoczyły tysiące ofert gwarantujących pełne wyleczenie. Obok zalecanych przez WHO kuracji antybiotykowych możemy przebierać w propozycjach leczenia ziołami, falami magnetycznymi, aurą, a nawet ostatnio jadem pszczół! Nie jest to zabawne, jeśli przyjmiemy, że obawy o zdrowie są jak najbardziej autentyczne. Chory obserwuje u siebie objawy somatyczne lęku, czy zdrowotne skutki zmiany stylu życia i interpretują je jako objaw groźnej choroby.

 

Ta błędna katastroficzna interpretacja objawów fizjologicznych jest, podobnie jak w napadach paniki, istotą zaburzenia - lęk o zdrowie. Wg modelu zaproponowanego przez Paula Salkovskisa,  rozwój zaburzenia hipochondrycznego poprzedza jakieś wydarzenie – czynnik spustowy. Może to być choroba, przeżycie nioczekiwanych objawów somatycznych, wiadomość o czyjejś chorobie lub śmierci.  Wydarzenie to uruchamia dysfunkcjonalne przekonania – schematy dotyczące zdrowia, które mogły wytworzyć się już we wczesnym dzieciństwie. Np. w relacji z neurotyczną, nadopiekuńczą matką, która dużo uwagi poświęcała kwestiom zdrowia. „Jestem słaby”, „jestem szczególnie podatny na choroby”, „jestem kruchy”.  Gdy założenia te są aktywowane, chory zaczyna uważnie śledzić objawy somatyczne nadając im błędną, katastroficzną interpretację – to na pewno objaw groźnej choroby. Może być nim zmiana skórna – jako zwiastun nowotworu skóry czy ból głowy jako objaw raka mózgu. Taka interpretacja istotnie nasila lęk, sprawia że pacjent nieustannie myśli o chorobie, bada swoje ciało, szuka diagnozy umawiając kolejne wizyty u lekarzy czy szukając otuchy w internecie.  Nieustannie monitoruje swoje ciało pod kątem objawów, bada się, sprawdza. Te działania nie tylko dodatkowo nasilają lęk, ale też niosą za sobą skutki zdrowotne – zmiany fizjologiczne, które z kolei nasilają myśli automatyczne będące  błędną interpretacją. 

 

Kolejnym mechanizmem podtrzymującym zaburzenie jest unikanie – jak w każdym zaburzeniu lękowym. Nie pozwala ono na weryfikacje błędnych założeń. Chory unika sportu,  informacji o zdrowiu, bojąc się podporządkowuje swoje funkcjonowanie lękowi. Próbuje się zabezpieczyć, zapobiec chorobie, a to tylko zwiększa poczucie jej realności.  Zaburzenie hipochondryczne potrafi poważnie upośledzić funkcjonowanie – chory jest nieustannie napięty, drażliwy, jego myśli skupione są wokół jednego tematu. Czasem to bliscy nalegają na wizytę u psychiatry zmęczeni jego zachowaniem. Ważnym elementem tego funkcjonowania jest cierpienie – chory dziesiątki, a nawet setki razy w myślach przeżywa swoją śmierć, kalectwo czy chorobę. Jest zmęczony i przerażony.

 

Ważne jest by mu pomóc – jednak nie nakręcając spiralę lęku proponując kolejne badania. Realną pomocą będzie wpieranie leczenia zaburzenia lękowego. Tym bardziej, że im wcześniej pacjent zgłosi się do psychiatry, a potem psychoterapeuty – tym szybciej wróci do normalnego funkcjonowania. Badania dowodzą wysokiej skuteczności leczenia hipochondrii w podejściu poznawczo-behawioralnym. Przerwanie spirali lęku, zmiana błędów myślenia (zniekształceń poznawczych), reatrybucja błędnych przekonań oraz zmiany behawioralne pozwalają z reguły dość skutecznie poradzić sobie z tym zaburzeniem.

 

Magdalena Lewicka - psycholog, psychoterapeuta poznawczo behawioralny

 

 

UNIEWAŻNIANIE - KRZYWDA DZIECKA ZAPISANA W OSOBOWOŚCI

 

08/05/2017

Odpala się nawet w z pozoru banalnych sytuacjach. Ktoś wyprzedził nas na drodze, urzędnik zbył pytanie milczeniem,  na przyjęciu nie wszyscy reagują na nasze błyskotliwe dowcipy.  Coś każe nam zawalczyć, wydrzeć uwagę, choćby wiele nas to kosztowało. I ciągle mało, wciąż szukamy dowodów –  w pracy, w sytuacji towarzyskiej, w domu – używając partnera czy  dzieci. Chęć postawienia na swoim,  wymuszenie uznania mojej racji. Gotowi jesteśmy podeptać bliskość, miłość, przyjaźnie.  Byle tylko usłyszeć – masz rację, twoje jest ważne, ty jesteś ważny. Czasem na chwilę odpuszczamy w poczuciu bezsilności, smutku.  Czasem pojawia się wstyd – nie powinienem tak postępować, nie rozumiem dlaczego moja reakcja była taka silna, nadmiarowa. Trudno nam skojarzyć te emocje z dzieciństwem. Przecież rodzice mnie nie bili, przynajmniej nie tak często i tylko wtedy, kiedy naprawdę zasłużyłem. Owszem, lekceważyli moje dokonania, moje „fanaberie”, smutek czy lęk.  Kiedy protestowałem mówili: nie pyskuj. Kiedy płakałem słyszałem nie histeryzuj, nie marz się. Starali się tak bardzo, by nie zabrakło mi jedzenia, bym miał czyste ubranie, kolonie latem, kozaki zimą.  Nie mogłem im powiedzieć o strachu przed kolegą osiłkiem czy ekscytacji przed wycieczką.  Po co miałbym zawracać im głowę, mieli swoje zmartwienia, swoje dorosłe sprawy. One były ważne.  Tak trudno jest uznać, że jak każdy człowiek dziecko potrzebuje uwagi.  Kiedy jest zbywane przestaje o nią zabiegać albo przeciwnie, choruje, rozrabia lub próbuje udowodnić – jestem ważny, zobaczcie – to kolejna nagroda za wybitne osiągnięcia, złota tarcza, olimpiada matematyczna,  najlepsze liceum, prestiżowe studia.

 

Te strategie, dość użyteczne w dzieciństwie, w życiu dorosłym komplikują życie.  Przede wszystkim generują dużo napięcia – lęk przed porażką, odrzuceniem, brakiem aprobaty, unieważnieniem. Jeśli nieustannie walczymy o to, by udowodnić swoją ważność – czym narażamy się na porażki w tym obszarze. Sytuacja, która dla kogoś mającego stabilne poczucie własnej wartości (ważności), nie ma nadmiernie dużego znaczenia, dla kogoś kto nieustannie musi ją sobie potwierdzać, może powodować ogromne napięcie, złość, rozczarowanie. Jego cierpienie jest autentyczne - oto po raz kolejny poczuł się zerem tylko dlatego że ktoś nie zwrócił na niego uwagi, nie docenił jego starania, czy nie uznał jego zasad. Walcząc o uznanie ważności niszczymy nasze relacje z innymi.  Znajomi mają dość naszych tyrad, pobłażliwie patrzą, gdy na imprezie znów przerywamy innym, nie słuchamy, za wszelką cenę przytaczamy kolejne argumenty mające potwierdzić nasze „racje”.  Walka o ważność zabija związki – zbyt duża jest pokusa by wymusić ją za wszelką cenę od partnera. Często kończy się tym, że traktujemy ukochaną osobę jak rodzica, który ma skupić na nas całą swoją uwagę, podporządkować się niezaspokojonej w dzieciństwie potrzebie. Jednak partner to nie matka – nie da nam bezwarunkowej miłości, która zarezerwowana jest dla relacji matka – dziecko.  Partner może tego nie znieść – odsunie się, postawi granice albo odejdzie. Stosując te  strategie bezlitośnie potwierdzamy sobie schemat Jestem nieważny. I tak koło się zamyka. 

 

Trudno poradzić sobie z tym samemu. Terapia schematów pozwala w bezpiecznej terapeutycznej relacji odnaleźć swoją ważność. Wrócić do dzieciństwa by dostrzec swoją krzywdę, skorygować wczesne doświadczenia tak, by nie odpalały się z całym emocjonalnym ładunkiem. Spoglądamy na swoje wewnętrzne dziecko z miłością i uwagą o które tak usilnie zabiega u innych. Uczymy się nowych, zdrowych reakcji. Rozwijamy w sobie umiejętność nadawania sobie ważności nie wykorzystując do tego innych. Lepiej rozumiemy siebie i budujemy nową dobrą relację z samym sobą. To prawdopodobnie pozwoli nam budować zdrowe relacje z innymi ludźmi.

 

Magdalena Lewicka – psycholog, psychoterapeuta poznawczo behawioralny

 

 

Blog Psychoterapia Wola

 

 

LĘK SPOŁECZNY - GDY TO, CO POMYŚLĄ INNI BUDZI PRZERAŻENIE

 

24/04/2017

Każdy kiedyś doświadczył silnego zdenerwowania w sytuacji społecznej: podczas rozmowy o pracę, poznając nowych ludzi, występując publicznie. To bardzo nieprzyjemne uczucie – czujemy, że wali nam serce, pąsowieją policzki, ręce drżą a nogi robią się miękkie. Do głowy zakrada się bałagan, pustka przeplata się z gonitwą myśli. "Zaraz, zaraz…co ja chciałem powiedzieć? Ma mnie pewnie za idiotę, i jeszcze widzi jak się gotuję… Masakra!” Trudno w takiej sytuacji dobrze wypaść a przecież taki jest cel.

 

Ludzie różnie sobie z tym radzą, nie każdy po takim doświadczeniu utoruje sobie drogę do fobii społecznej, większość przełknie porażkę i uzna, że było ciężko, ale jakoś udało mi się wybrnąć, następnym razem będzie lepiej. Nie każdy jednak przyjmie taką postawę. U niektórych lęk w takich sytuacjach będzie się nasilał (aż do postaci ekstremalnej – przypominającej napad paniki), zwiększy się też różnorodność sytuacji wywołujących lęk – w skrajnych sytuacjach – odezwanie się do ekspedientki w sklepie spowoduje eksplozję objawów lęku. Lęk społeczny można sobie wyhodować – karmiąc go pewnymi zachowaniami oraz myślami. 
Wyobraźmy sobie panią Kasię. Stanęła ona przed koniecznością wygłoszenia prezentacji przed swoim szefem i zagranicznymi inwestorami. Już kilka dni przed tym wydarzeniem zastanawia się czy sobie poradzi oraz jak zostanie oceniona przez swojego szefa. Strach odczuwa również podczas wygłaszania prezentacji (robi jej się gorąco, pocą się jej ręce, drży jej głos, potrzebuje wyjść do toalety), jak i po jej zakończeniu. Rozpamiętuje sposób w jaki mówiła, zachowywała się. Od tej pory za wszelką cenę stara się unikać takich sytuacji. Dwoi się i troi, by nie dopuścić do ponownej kompromitacji. Odmawia udziału w ważnych projektach, by nie musieć prezentować swoich pomysłów, stara się trzymać w cieniu, ogranicza swoje ambicje zadowalając się prostą rutynową pracą, nie wymagającą zasięgania opinii czy konsultacji z kolegami, o prezentacjach nie wspominając. Coraz gorzej o sobie myśli, przestaje się lubić i cenić – co nasila lęk przed tym, że inni też będą ją negatywnie oceniać.

 

Czym pani Kasia nakarmiła swoją fobię społeczną? Unikaniem – każde unikanie sytuacji lękowej będzie nasilać lęk. Taki paradoks - boimy się, unikamy, więc boimy się bardziej. Antycypowaniem - przewidując porażkę sprowadzamy na siebie nieszczęście – nakręcamy spiralę lęku. Rozpamiętywaniem – szczególnie, że obraz siebie, który zapamiętaliśmy, jest mocno zniekształcony przez lęk – pamiętamy siebie spoconego, drżącego, zaczerwienionego jak burak i zupełnie bezradnego wobec lęku – i utrwalamy w ten sposób taką wizję Ja w sytuacji społecznej (nieśmiała, dziwna, słaba). Jest jeszcze cała masa zachowań i aktywności poznawczych (niewłaściwe skierowanie uwagi, aktywowanie wyobrażeń, zniekształcone oceny sytuacji), które karmią tego potwora.

 

Można go jednak pokonać - skoro można go karmić, można go też zagłodzić. Fobia społeczna dobrze leczy się w podejściu poznawczo-behawioralnym. W gabinecie rozpoznajemy mechanizmy, które podtrzymują zaburzenie u konkretnego pacjenta – tworzymy konceptualizację – taki model zaburzenia szyty na miarę. Pozwala to zaplanować efektywną terapię. Potem jeszcze kilka tygodni wytężonej pracy i zmian, których dokonujemy w myśleniu i zachowaniu. Bywa ciężko, szczególnie, gdy trzeba stawić czoło swoim lękom, jednak warto zaangażować się w terapię, by pokonać fobię społeczną – potwora, który potrafi poważnie zatruć nam życie.

 

Jeśli ten artykuł dotyczy ciebie – nie wahaj się, warto sobie pomóc – skorzystaj z profesjonalnej pomocy – opartej na wiedzy i doświadczeniu w pokonywaniu zaburzeń lękowych.

 

Aleksandra Młynarczyk – psycholog, psychoterapeuta poznawczo behawioralny
 

Blog Psychoterapeuta Warszawa Wola Bemowo Wlochy Ursus

 

 

DLACZEGO PSYCHOTERAPIA TYLE KOSZTUJE?

 

25/03/2017

Psychoterapia w ramach Narodowego Funduszu Zdrowia jest w Polsce trudno dostępna. Zwykle na terapię indywidualną czeka się od miesiąca do (w renomowanych ośrodkach) nawet dwóch lat.  Stosunkowo szybko można skorzystać z ofert w ośrodkach leczenia uzależnień, które w swojej ofercie mają psychoterapię (najczęściej grupową) nie tylko dla uzależnionych, ale także dla rodzin (DDA, współuzależnienie itp.). Na psychoterapię skierować może jedynie lekarz psychiatra co dodatkowo wydłuża czas oczekiwania od miesiąca do kilku.  Nie każdy ma cierpliwość i czas, by korzystać z tej oferty. Alternatywą jest wówczas psychoterapia w gabinetach prywatnych, czy niepublicznych ośrodkach zdrowia.  I tu pojawia się pewien problem – terapia nie jest usługą tanią. W Warszawie przeciętny koszt sesji to 120-140 zł za około godzinną sesję. To często zniechęca potencjalnych klientów. Nie zawsze rozumieją, dlaczego za godzinną rozmowę mają aż tyle zapłacić. Postaram się, w miarę możliwości wyjaśnić te wątpliwości.

 

Wykwalifikowany psychoterapeuta to najczęściej magister psychologii, który ukończył dodatkowo trwające cztery lata szkolenie psychoterapeutyczne - razem dziewięć lat studiów. W Polsce takie szkolenia są płatne i kosztują od 30 do 50 tysięcy zł. Nie są one jednak jedynym kosztem związanym z uzyskaniem certyfikatu.  By go zdobyć, potencjalny terapeuta musi uczestniczyć w dodatkowych szkoleniach i konferencjach – około 120 godzin edukacyjnych – średni koszt konferencji/szkolenia to kilkaset złotych za dzień (10 godzin edukacyjnych).  Dodatkowym wymogiem jest minimum dwuletni staż kliniczny w placówkach medycznych – szpitalach i poradniach. Często staż taki jest płatny, jeśli kandydat ma szczęście i udaje mu się  zdobyć zatrudnienie na etacie – zarabia około 2 - 2,5 tysiące zł brutto. Np. w szpitalu tworkowskim etat psychologa to 2100 zł brutto/miesiąc. Nie są to wszystkie koszty – szanujący się psychoterapeuta poddaje swoją pracę stałej superwizji (wymóg niezbędny do odnawiania certyfikatu). W Warszawie koszt superwizji to min. 200 zł za godzinę.  Reasumując koszt uzyskania certyfikatu psychoterapeuty to kilkadziesiąt tysięcy złotych, setki godzin szkoleń,  tysiące godzin (skandalicznie nisko opłacanej) praktyki klinicznej. 

 

Rynek usług terapeutycznych roi się od osób, którzy oferują psychoterapię, choć nie zainwestowali w odpowiednie szkolenia i nie posiadają odpowiednich certyfikatów. Ich usługi z reguły nie są tańsze. Taką działalność umożliwia im brak odpowiednich norm prawnych. W Polsce wciąż nie istnieje ustawa o zawodzie psychologa i psychoterapeuty, więc teoretycznie zawód ten może wykonywać każdy. Dlatego ważne jest, aby sprawdzić kwalifikacje psychoterapeuty zanim umówimy się na wizytę.  Każdy ma prawo zapytać, z reguły certyfikowany terapeuta jasno i konkretnie poinformuje nas w jakim nurcie pracuje i jakie posiada kwalifikacje, certyfikaty i ukończone szkolenia – nie ma bowiem powodu by czynić z tego tajemnicę. Jeśli terapeuta odpowiada, że opowie o tym podczas sesji, warto się nad tym zastanowić a najlepiej poszukać kogoś innego. Dobrze jest też sprawdzić, czy psychoterapeuta jest psychologiem. Niektóre szkoły psychoterapii przyjmują na szkolenia pedagogów, socjologów a nawet polonistów. To trochę tak, jakby specjalizację z chirurgii zrobił ktoś, kto wcześniej nie ukończył studiów medycznych. Szyć potrafi, i owszem, ale czy jest lekarzem? 

 

By zakończyć optymistycznie dodam, że jeśli już uda nam się znaleźć kompetentnego psychoterapeutę, to z reguły nie będziemy mieli poczucia, że pieniądze, które wydaliśmy, mogliśmy przeznaczyć inaczej. Dobra psychoterapia jest bowiem świetną inwestycją. Pozwala usunąć z naszego życia przeszkody, które nie pozwalają nam cieszyć się życiem, rozwijać się czy budować zdrowe relacje. Nie tylko z innymi, ale przede wszystkim z samym sobą.

 

Magdalena Lewicka – psycholog, psychoterapeuta poznawczo behawioralny

 

 

TERAPIA SCHEMATÓW A LECZENIE ZABURZENIA BORDERLINE – NADZIEJA DLA ZDETERMINOWANYCH DO ZMIAN

 

18/02/2017

Osobowość borderline to najczęściej diagnozowane zaburzenie osobowości. Dotyczy ono od 1,5–2,5% populacji. Wśród pacjentów ambulatoryjnych stanowi ono 10% rozpoznań i aż 20-50% pośród przyjmowanych do oddziałów stacjonarnych.

 

Czym się charakteryzuje? Przede wszystkim nieustającymi wahaniami nastroju, to prawdziwe życie na huśtawce, w skrajnych przypadkach można mówić o życiowym rollercoasterze. Osoby cierpiące na to zaburzenie żyją od konfliktu do konfliktu, od kryzysu do kryzysu. Nie maja przy tym zdrowych strategii radzenia sobie. Stąd częste w tej grupie zachowania autoagresywne i agresywne. Zaburzone relacje z ludźmi - bardzo intensywne, jednak z reguły kończą się szybko, w atmosferze konfliktu. Cierpią zatem nie tylko sami pacjenci, ale też ich bliscy, czasem to oni zrywają kontakt zmęczeni ciągłymi wybuchami, manipulacją, naruszaniem granic. Osoby z osobowością pograniczną to często jednostki bardzo twórcze, błyskotliwe, mające duży potencjał. Jednak trudno jest go rozwijać, gdy żyje się na huśtawce, samoocena jest niska lub bardzo niestabilna podobnie jak tożsamość pacjenta.

 

Farmakoterapia pozwala ustabilizować nastrój, jednak nie może zagwarantować zmian w osobowości pacjenta – zmiany myślenia, strategii regulowania emocji, rozumienia siebie. Można powiedzieć, że choć nieco łagodzi objawy, to jest zaledwie plastrem na ranę. Bez rzetelnej psychoterapii nie osiągnie się trwałej poprawy. Jeszcze do niedawna, nawet w publicznych ośrodkach terapeutycznych jedyną formą pomocy dla zaburzeń osobowości była terapia psychodynamiczna i psychoanalityczna. Jej wątpliwa skuteczność zniechęcała pacjentów do psychoterapii. Owszem, mierzyli się oni ze swoją często koszmarną przeszłością (aż 80% z nich doświadczyło w dzieciństwie przemocy: fizycznej, emocjonalnej lub seksualnej), jednak nie uczyli się nowych strategii radzenia sobie – co w efekcie słabo przekładało się na codzienne funkcjonowanie.

 

Współczesne nurty terapeutyczne dają większą nadzieję na poprawę jakości życia ludzi dotkniętych tym zaburzeniem. Jednym z nich jest Terapia Schematów Jefreya Younga. Zakłada ona, że w pierwszych latach życia u każdego człowieka rozwijają się schematy - uporządkowane wzorce wiedzy mające swoje odbicie w naszych myślach, emocjach i zachowaniach. Jeśli podstawowe potrzeby dziecka są zaspakajane, dziecko rozwija adaptacyjne schematy – ma pozytywny obraz siebie, innych ludzi i świata. Rzadko jednak zdarzają się rodziny idealne, takie istnieją w reklamach. Nawet w tzw. „normalnych domach” pewne potrzeby dziecka pozostaną niezaspokojone. Gdy w domu panują sztywne reguły, przemoc, odrzucanie, uzależnienie, ale też nadmierna kontrola ze strony rodziców – potrzeby będą drastycznie frustrowane. Jako te podstawowe potrzeby Young wymienia m.in:

  • Bezpieczeństwo – dziecko powinno mieć stabilnego opiekuna na którym może polegać, kto zapewni mu dobre warunki do rozwoju. Gdy rodzić jest niestabilny emocjonalnie, nadużywa alkoholu, gdy rodzice się kłócą, stosują wobec dziecka przemoc (nie tylko fizyczną, ale też emocjonalną - krzyki, poniżanie, wyśmiewanie, zawstydzanie) to potrzeba ta będzie sfrustrowana.
  • Więź z innymi – dzieci muszą ją czuć – powinny móc swobodnie wyrażać swoje myśli, uczucia, dzielić się swoimi doświadczeniami. Kiedy np. matka wiecznie nie ma czasu, nie jest zainteresowana przeżyciami dziecka – będzie ono doświadczało samotności, braku więzi.
  • Autonomia – dziecko by zdrowo się rozwijać potrzebuje przestrzeni do eksplorowania świata. Celem rozwoju jest m.in. stopniowe stawanie się sobą, dokonywanie własnych wyborów w zgodzie z własnymi potrzebami. Tą potrzebę często hamują nadopiekuńczość, kontrola, sztywne reguły. 
  • Poczucie własnej wartości – by było one stabilne, rodzic musi doceniać dziecko za to kim jest i co potrafi.

 

Kiedy podstawowe potrzeby nie są spełniane, dziecko rozwija sobie nieadaptacyjne schematy oraz strategie radzenia sobie z nimi. Young wymienia 18 takich schematów. Np. frustracja potrzeby bezpieczeństwa, która jest częścią dziecięcych doświadczeń osób z osobowością borderline może stanowić bazę dla schematów: Nieufność/Skrzywdzenie. Niezaspokojona potrzeba więzi – schemat Opuszczenia czy Deprywacji Emocjonalnej. Dziecko nabiera przekonania, że prędzej czy później straci osobę do której się emocjonalnie przywiązuje. Schemat ten pociąga za sobą lęk, złość czy smutek. Dziecko uczy się radzenia sobie z tymi myślami i emocjami. Może temu ulegać, może też próbować unikać opuszczenia np. nie przywiązując się do nikogo. Czasem będzie, co jest dość typową dla borderline strategią, testować, sprawdzać, wręcz prowokować porzucenie. Problem z tymi dziecięcymi strategiami polega na tym, że o ile są one dla dziecka dość użyteczne, nie ma ono bowiem innych możliwości radzenia sobie, o tyle w dorosłym życiu poważnie zaburzają funkcjonowanie. Mają one jeszcze jedną dość istotną wadę – niestety tylko wzmacniają schemat. To tak, jakbyśmy żyli potwierdzając go sobie. W zaburzeniu borderline jako najbardziej aktywne wymienia się schematy oprócz wspomnianych wyżej: Wadliwość/Wstyd, Zależność/Niekompetencja, Podatność na zranienie lub zachorowanie, Niedostateczna Samokontrola i Samodyscyplina, Podporządkowanie się, Zahamowanie emocjonalne, Bezwzględna surowość. Uaktywniają się, gdy frustrowane w dzieciństwie potrzeby znowu nie są zaspakajane. Np. kiedy ktoś czuje się odrzucony reaguje wściekłością lub rozpaczą, nie zawsze adekwatną do sytuacji. Emocje niemal go zalewają, pacjent traci nad nimi kontrolę. Nie jest w stanie zareagować racjonalnie, bo nie przeżywa wyłącznie obecnej sytuacji – ona aktywuje wspomnienia, myśli, emocje (schemat), które pochodzą z przeszłości. Są zapisane w innych strukturach mózgu (układ limbiczny) i nie podlegają „trzeźwej” obróbce kory mózgowej (to ona odpowiada za analizowanie i hamowanie reakcji). Często po wybuchu pacjent potrafi przyznać, że jego reakcja była nadmierna, nieadekwatna, przeżywa poczucie winy i wstyd – jednak gdy schemat jest „odpalony”, nie potrafi go zatrzymać.

 

W terapii schematów zaczynamy od identyfikowania bieżących problemów z którymi pacjent się zgłasza i tworzymy konceptualizację, czyli coś w rodzaju mapy powiązań pomiędzy tymi problemami a leżącymi u ich podstawy schematami, strategiami radzenia sobie, trybami, źródłami schematów w doświadczeniach w dzieciństwie. Przyglądamy się potrzebom, które były sfrustrowane przez rodziców. Budujemy zdrową, twórczą więź pacjent - terapeuta – ma ona kluczowe znaczenie dla efektów terapii. Pacjent by poradzić sobie z problemami musi czuć się bezpiecznie, czuć, że jest rozumiany i akceptowany. To stanowi podstawową bazę dla terapii. W terapii schematu pacjent wraz z terapeutą kroczyć będzie wzdłuż trzech odrębnych ścieżek: odczuwania, myślenia i działania – zgodnie z trzema poziomami schematu. Nakładać się na to będą trzy rodzaje doświadczeń pacjenta: doświadczenia z przeszłości, doświadczenia w terapii oraz życie poza terapią. Innymi słowy pacjent będzie pracować nie tylko nad zmianą zachowań, reakcji, strategii radzenia sobie, ale także nad zmianą myślenia, interpretowania zdarzeń oraz nad odczuwaniem – uelastycznieniem, uprawomocnieniem emocjonalności a co za tym pójdzie lepszą jej regulacją. W terapii schematów stosuje się wiele technik. Są wśród nich techniki doświadczeniowe – dużo pracujemy w wyobraźni, poznawcze – dyskutujemy, zbieramy argumenty za i przeciw, ważymy je i decydujemy. Uczymy się nowych zachowań, reakcji. Czasem zmieniamy wspomnienia by odpalały się z mniejszym ładunkiem emocjonalnym. Budujemy poczucie własnej wartości w oparciu o te nowe doświadczenia. Pacjent odkrywa na nowo swoje emocje, przestaje się ich bać a co za tym idzie lepiej sobie z nimi radzi. Na nowo staje się sobą – bardziej stabilnym, samoświadomym, zdrowo zaspakajającym swoje potrzeby, buduje lepsze relacje z ludźmi i z samym sobą.

 

Badania nad skutecznością tych metod są bardzo optymistyczne. Np. przeprowadzone w latach 2000-2003 w Holandii, gdzie porównywano skuteczność terapii schematów z dwoma opartymi na podejściu psychodynamicznym, dowiodły, że była ona bardziej skuteczna pod kątem redukcji objawów zaburzenia osobowości oraz innych aspektów psychopatologii, ale także jakości życia. W badaniu kontrolnym przeprowadzonym cztery lata po rozpoczęciu terapii 52% pacjentów którzy rozpoczęli terapię schematów wyleczyło się z zaburzenia borderline, a u ponad dwóch trzecich widać było znaczącą poprawę w postaci redukcji objawów zaburzenia (za Arntz A., van Genderen H. 2016). Minusem może być czas trwania, w przepadku zaburzenia borderline terapia może obejmować od 1,5 do czterech lat, co niewątpliwie wiąże się z kosztami. Jednak warto porównać je z kosztami, jakie osoby cierpiące na to zaburzenie ponoszą na co dzień, a leczenie stanie się najlepszą inwestycją jaką można podjąć. 

 

Na podstawie: „Terapia schematów w zaburzeniu osobowości typu borderline.” Arnoud Arntz, Hannie van Genderen, GWP, Sopot 2016

Magdalena Lewicka - psycholog, psychoterapeuta

 

 

LĘK NASZ CODZIENNY

03/02/2017

Każdy człowiek doświadcza lęku, to jedna z podstawowych emocji. Ma zmobilizować nasze ciało do szybkiej reakcji walcz/uciekaj, gdy na horyzoncie pojawia się zagrożenie. Człowiek pierwotny miał mało czasu na zmobilizowanie ciała, gdy jego oczom ukazał się dziki zwierz czy inny człowiek pędzący na niego z maczugą. Lęk którego doświadczył miał uruchomić szereg reakcji fizjologicznych, które pozwoliłyby mu wybrnąć z tej trudnej sytuacji. Przyspieszony puls, podniesione ciśnienie krwi – miały zaopatrzyć w tlen i inne składniki mięśnie, te napinając się zwiększają swoją wydolność. Pocenie się miało usprawnić proces chłodzenia ciała. Wyostrzony wzrok pozwalał dostrzec drogę ucieczki czy inne zagrożenia.

 

Każdy, kto przeżył napad lęku zna te reakcje. Problem polega na tym, że w drodze ewolucji nasza kora mózgowa – (to część mózgu odpowiedzialna za myślenie, planowanie, wyobrażenia), rozwinęła się do tego stopnia, że nie musimy już widzieć zagrożenia by uruchomić reakcję lękową. Wystarczy, że sobie o nim pomyślimy, wyobrazimy sobie coś, czego się boimy. I niestety, ceną za to bywają zaburzenia lękowe. Ich mechanizmy są stosunkowo proste – wyobrażamy sobie niebezpieczeństwo – i przeżywamy lęk, gdy go doświadczamy - staramy się unikać zagrażających bodźców. Lękowe myśli i unikanie – to creme de la creme zaburzeń lękowych. Niezależnie od tego czego się boimy. Kiedy przedmiotem naszych obaw są sytuacje społeczne, ocena ludzi – mówimy o fobii społecznej. Katastroficzna interpretacja objawów fizjologicznych lęku np. „zemdleję”, „uduszę się”, „to zawał” – będzie rozwijać lęk napadowy. Zamartwianie się o przyszłość „stracę pracę”, „facet odejdzie”, „wszystko się zawali’ może dorowadzić nas do GAD-u czyli Zespołu lęku uogólnionego. Są jeszcze fobie proste – gdy przedmiot naszych obaw jest jeden - brud, przestrzeń, wysokość, pająki – mówimy wtedy o myzofobii, agorafobii, arachnofobii itd. Zanim jednak rozwinie się zaburzenie musimy się trochę postarać – i uruchomić ważny mechanizm – unikanie. Ludzie unikają na różne sposoby – nie wychodzą z domu, gdy boją się napadu lęku w miejscu publicznym – tak rozwija się agorafobia. Czasem wychodzą, ale tylko w towarzystwie opiekuna, a czasem wyłącznie z Afobamem w torebce. Chcą się w ten sposób ochronić przed lękiem ale – paradoksalnie – nasilają jego destrukcyjny wpływ na swoje życie. Unikanie nie pozwala bowiem na sprawdzenie obaw, na rozwijanie umiejętności radzenia sobie z lękiem, na habituację – czyli odwrażliwienie się od bodźca budzącego lęk. I tak koło się zamyka – boimy się, unikamy – przez co jeszcze bardziej się boimy. Czasem unikanie ma charakter poznawczy – nawet nie chcę myśleć o egzaminie, tak się go boję, a czasem behawioralny nie podchodzę do egzaminu, bo i tak nie zdam. Pacjenci czasem nawet nie zdają sobie sprawy, że ich zachowanie to forma unikania – piwo przed spotkaniem towarzyskim u pacjenta z fobią społeczną to zachowanie zabezpieczające – także forma unikania, wybieranie autobusu w którym nie ma większego tłoku, gdy boję się napadu paniki – unikanie. Często unikaniem jest nie szukanie pomocy, gdy problem zaczyna nam mocno dopiekać. Nie chcę iść do obcego człowieka i rozmawiać o swoim problemie, boję się, że nie zrozumie, nie pomoże, wyśmieje.

 

Terapia poznawczo-behawioralna pozwala w miarę szybko, skutecznie (oraz stosunkowo tanio w porównaniu z innymi metodami) rozprawić się z lękiem a ściślej - z zaburzeniem lękowym. Wraz z terapeutą poznajemy istotę naszego zaburzenia, uczymy się zdrowych reakcji, zmieniamy myślenie na bardziej realistyczne i adekwatne, nabieramy poczucia skuteczności w radzeniu sobie z lękiem. Jeśli odpowiednio zaangażujemy się w terapię – wychodzimy zwycięsko z batalii o lepsze funkcjonowanie. I jeszcze wisienka na torcie – uczymy się zapobiegać nawrotom. Wybierając farmakoterapię – owszem, obniżamy napięcie co sprawia, że czujemy się lepiej, ale po odstawieniu leków – które nie zmienią myślenia i szkodliwych strategii radzenia sobie z lękiem – objawy wracają. Zapraszam do gabinetu.

 

Magdalena Lewicka - psycholog, psychoterapeuta

Nasi specjaliści

Created with WebWave CMS

Skontaktuj się z Psychoterapia Wola

tel. 504 833 317

pwola@op.pl

ul. Kasprzaka 29B lok. 3

01-234 Warszawa

Facebook Psychoterapia Wola
G+ Psychoterapia Wola